Koniec walki o „idealną siebie”

Spokojna głowa, natemat.pl

Zacznę od tego, że trafiłam na świetną dziennikarkę (a raczej ona na mnie- pozdrawiam Anetę). Po tym jak 12.06.2019 roku założyłam konto @compati.pl na Instagramie, nie spodziewałam się, że pewnego wrześniowego dnia 2020, zostanę zaproszona na wywiad do Warszawy. Inrowertyczka… wywiad… Warszawa… grubo!

Ile lat odkładasz szczęście z powodu wyglądu i wagi?

Od tego posta zaczęła się nasza „znajomość”, bowiem to pytanie trafiło do 260 dziewczyn, które w jakimś stopniu poczuły smutek i „niewystarczalność”.

Czy takie myślenie jest ograniczające? I to jak! To tak jakby jechać przez życie z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Nie możesz go puścić, dopóki nie będziesz JAKAŚ, dopóki nie schudniesz, dopóki nie będziesz mogła rano zrobić prania na swoich mięśniach brzucha, dopóki nie będziesz miała płaskiego brzucha nie waż się wyjść z pokoju albo do marketu po batona białkowego.

Odbiera radość? ale jaką radość? jak można być radosnym, dopóki nie jesteś chuda i idealna, jak fit laski na insta.

Czy byłam w pułapce myślenia, że jak schudnę to życie ułoży się jak w serialu tvn? Wiadomo!

Czy walka zaczęła się niewinnie? Niby tak, jeśli można tak nazwać stygmatyzację wśród rówieśników pt. grubas. (btw. nie mam do nikogo żalu- nie jestem wyjątkowa, każdy „grubas” się z tym mierzy, taka jest wizja społeczeństwa, które wstydem chce kontrolować czyjś wygląd niezgodny ze stereotypem).

Wszystko jest fajnie, jeśli masz świadomość czego potrzebuje organizm, jeśli rozsądnie odchudzasz się by osiągnąć racjonalne cele. 10 kg w miesiąc, w okresie dojrzewania, nie jest racjonalnym celem. Jak jesz mniej niż zapotrzebowanie żółwia, to też nie jest racjonalne, ale jest adrenalinka, że chudniesz, że ludzie zaczynają Cię podziwiać. Miła odmiana od hejtowania grubasa.

Na szczęście organizm jest mądrzejszy i zaczynają się napady objadania, kiedy nieświadomie próbujesz się zagłodzić na śmierć. Natomiast jeśli nadal nie wiesz, jak działa fizjologia organizmu to zwalasz winę na brak silnej woli, samokontroli, obżarstwo, łakomstwo i łapiesz depresję „podietową”, która odbiera Ci poczucie sprawczości, siły i kontroli. Z każdą nieudaną dietą (a jest ich duuużo), problem się nasila. Jeśli jesteś otumaniona kulturą diet- to myślisz, że z Tobą jest coś nie tak, jesteś wadliwą i wybrakowaną idiotką, która nie ogarnia tak podstawowej rzeczy, jak jedzenie.

Czy zrzucanie wagi pomaga? w jakimś sensie tak, dopóki nie przerodzi się w obsesję i zaburzenia odżywiania.

Aneta odniosła wrażenie, że ktoś, kto nie doświadczył obsesji odchudzania, nie wie, jakie to cierpienie. Przyznaję jej rację, jednak, dziś wiem, że można to przekuć w doświadczenie, zostawić te błędy w przeszłości, biorąc z nich, co najlepsze i edukować innych.

Jak zdrowieć? Przede wszystkim poddać się w tej obsesyjnej walce, przyznać, że mamy problem, że to nas przerosło, posłuchać mądrości organizmu, poprosić o pomoc specjalistę, powiedzieć o problemie zaufanej osobie, poszukać grupy wsparcia (compati), odbudować relację z jedzeniem i obrazem własnego ciała.

Link do wywiadu: